Niektórym uczniom wydaje się, że skoro to szkoła zawodowa, na pewno będzie łatwo. Nagle okazuje się, że po pierwszym roku nauki odpada 5-10 proc. z nich. Ci, którym się uda, są za to od razu gotowi do wejścia na rynek pracy. I dobrze sobie na nim radzą.

Rozmowa z Jackiem Kucem, nauczycielem Zespołu Szkół Łączności w Krakowie

Ada Chojnowska: Nauczycielem jest pan od niedawna, a już zdążył pan w swojej szkole zgarnąć kilka nagród.

Jacek Kuc: Rzeczywiście, nauczycielem jestem dopiero od 3 lat. Zaprosił mnie poprzedni dyrektor szkoły, Antoni Borgosz. Mimo że mam wyższe wykształcenie, żeby zacząć uczyć, musiałem przejść jeszcze studium pedagogiczne. Poszedłem na Politechnikę Krakowską, gdzie trafiłem na nieżyjącą już niestety prof. Władysławę Francuz. To właśnie ona tłumaczyła mi, że do nauczania trzeba mieć pasję i tę pasję przelewać też na podejście do uczniów. Moje podejście jest takie, że na przykład z każdym z uczniów się witam. Ja znam ich, oni znają mnie, więc przechodząc korytarzem przybijamy sobie piątkę lub żółwika. Poza mną nie stosuje tego nikt. Wydaje mi się, że właśnie dzięki nieco innemu podejściu do młodzieży, uczniowie przychodzą do mnie na przerwach, po lekcjach. Dużo rozmawiamy o tematyce technicznej, czasem im pomagam, czasem coś podpowiem, wytłumaczę. Oczywiście jeśli mam czas.

Doszły mnie słuchy, że przesiaduje pan w szkole nawet w weekendy, żeby tylko odpowiednio przygotować zajęcia.

– Uczniowie też przychodzą w weekendy. Co więcej, oni przychodzą nawet w wakacje. Pamiętajmy, że samych ćwiczeń jest jednak bardzo mało. W trakcie 3-5 godzin dydaktycznych można pokazać uczniom pewne główne zagadnienia, zgodnie z programem nauczania, jednak jeśli są zainteresowani tematem, chcą bardziej rzecz poznać, potrzeba nieco więcej czasu. Najważniejsze jest to, żeby takiemu młodemu człowiekowi się chciało. Na szczęście wielu z nich się chce.

Pańskim uczniom się chce, ale w innych szkołach chyba nie jest z zaangażowaniem uczniów tak różowo. W końcu zespół Szkół Łączności jest jedną z niewielu szkół zawodowych w Polsce, gdzie kandydatów bywa więcej niż miejsc.

– Ma pani racje, szkoła ma bogate tradycje i jest jedną z najlepszych w kraju. Przychodzą więc do niej przede wszystkim uczniowie zainteresowani elektroniką, informatyką, teleinformatyką, co dla nas w pracy jest dużym plusem. Sam zresztą tę szkołę kończyłem. Kadra nauczycielska jest na naprawdę wysokim poziomie, a co za tym idzie nauka i uczniowie również. Część uczniów przychodzi do nas z podejściem, że skoro to szkoła zawodowa, to nie ma co się spinać, na pewno będą w stanie podołać. Okazuje się, że tak wcale nie jest. W pierwszym roku nauki odpada około 5-10 procent uczniów, po prostu nie dają sobie rady. To nie są łatwe zagadnienia, a do tego przecież, poza zajęciami zawodowymi, dochodzą przedmioty takie jak w liceum ogólnokształcącym.

Zastanawiam się jak mogą się zainspirować waszym przykładem inne szkoły, które mają problem ze skompletowaniem klas. Odpowiedzią jest właśnie dobra kadra? Czy może bardziej warto iść w kierunku współpracy z firmami? Czy to po prostu kwestia tego, w jakich kierunkach kształcicie, bo są to przecież zawody dość przyszłościowe.

– Każdy z tych elementów na pewno ma znaczenie, choć np. jeśli chodzi o informatykę to powoli zaczynamy mieć przesyt młodzieży o tym profilu. Współpraca z firmami też jest z pewnością ważna i my też to robimy. Przykładowo część sprzętu w mojej pracowni dostaliśmy od Nokii, szkoła samodzielnie na pewno nie mogłaby sobie na to pozwolić. A praktyka w nauce do zawodu jest niezmiernie ważna. Ta współpraca przynosi też korzyści firmom – jeśli chcą mieć dobrze wyszkolonych i przygotowanych do pracy absolwentów, a później pracowników, kontakty ze szkołami mogą im wyjść tylko na dobre.

Taki absolwent waszej szkoły jest od razu gotowy do podjęcia pracy?

– Zdecydowanie tak. Oczywiście, szkoła wszystkiego nie nauczy. To jest ok. 40-50 proc. tego, co będzie nam później w pracy potrzebne, jednak to i tak bardzo dużo. W przygotowaniu do wejścia na rynek pracy na pewno pomocne są też uczniom obowiązkowe praktyki i staże, które muszą odbyć jeszcze w trakcie nauki. Później, kiedy skończą szkołę, wszystko zależy od tego, czy będą potrafili się wdrożyć w specyfikę pracy w danej firmie i wymagania stawiane przez pracodawcę. Obserwując naszych absolwentów mogę powiedzieć, że część zaczyna pracę od razu, część idzie na studia, a część idzie do pracy i studiuje zaocznie. Każdy znajduje swoją ścieżkę. Są osoby pracujące w takich firmach jak Ericsson, Nokia, niektórzy mają własne firmy. Ogółem dobrze sobie radzą.