– Pozyskałam już ponad milion euro na staże zagraniczne dla uczniów mojej szkoły. Widzę, jak w czasie nauki zmieniają się z niepewnych siebie młodych ludzi w świadomych Europejczyków – mówi Joanna Żebrowska, dyrektorka i nauczycielka cukiernictwa z Tychów, laureatka VET Excellence Awards 2018, konkursu dla innowatorów, zmieniających europejskie szkolnictwo zawodowe.

ROZMOWA Z JOANNĄ ŻEBROWSKĄ, nauczycielką zawodu z Tychów

MAGDALENA WARCHALA: Została pani zauważona przez Komisję Europejską i jako jedyna polska nauczycielka otrzymała nominację, a potem nagrodę w VET Excellence Awards 2018.

JOANNA ŻEBROWSKA: Wszystko zaczęło się od telefonu z Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, z którą współpracuję od lat, organizując dla uczniów mojej szkoły staże zagraniczne w ramach programu Erasmus+. Zadzwonili do mnie i poprosili, żebym wypełniła zgłoszenie do konkursu i opisała inicjatywy, które podejmuję na rzecz szkolnictwa zawodowego. W konkursie jest pięć kategorii, w tym dla nauczycieli innowatorów, do której się zgłosiłam. Opisałam, jak pomagam uczniom zdobywać nowoczesne umiejętności potrzebne na rynku pracy, co robię, by nauka była dla nich atrakcyjna i jak się to przekłada na ich wyniki. Okazało się, że moje działania zostały docenione.

Czym się pani pochwaliła?

– Najbardziej jestem dumna ze staży w krajach unijnych. Moja szkoła organizuje je od wielu lat i dotychczas udało mi się pozyskać już ponad milion euro na uczniowskie wyjazdy. Dzięki tym pieniądzom na czterotygodniowe staże wyjechało 300 uczniów. Byli na Teneryfie, Cyprze, Majorce, Malcie, w Portugalii, we Włoszech, w Niemczech i Norwegii.

Nasza szkoła kształci w kierunkach gastronomicznych, dlatego staże najczęściej odbywają się latem, w szczycie sezonu turystycznego, ale np. tej zimy odbył się wyjazd w austriackie Alpy. Uczniowie pracują w hotelach, restauracjach i kawiarniach od poniedziałku do piątku, uczą się fachu u naszych zagranicznych partnerów. W weekendy zwiedzają, poznają miejscową kulturę, spędzają czas z rówieśnikami. W ramach programu Erasmus+ nasza szkoła uzyskała kartę jakości mobilności, poświadczającą najwyższy poziom realizowanych przez nas staży.

Moją drugą chlubą jest współautorska innowacja pedagogiczna – anglojęzyczne klasy cukiernicze. Polega to na tym, że prowadzę lekcje wspólnie z anglistką. Gdy uczniowie szkoły branżowej przygotowują wypieki, ja nadzoruję ich od strony technicznej, a moja koleżanka zadaje im po angielsku pytania i prosi, by opisywali w tym języku wykonywane przez siebie czynności oraz surowce i sprzęty, z których korzystają. W ten sposób uczniowie utrwalają branżowe słownictwo i uczą się używać języka obcego nie przy tablicy w klasie, w warunkach pełnego skupienia, ale w toku pracy, gdy równocześnie muszą dozować składniki, mieszać je czy dekorować wypieki. Przecież jeśli wyjadą do pracy za granicę, będą musieli sobie z tym poradzić.

Młodzież jednak niechętnie wybiera szkoły zawodowe.

– Bo kojarzą się z gorszą jakością kształcenia. Rodzice wolą posłać dziecko do liceum, a potem na studia. Zawody gastronomiczne zniechęcają także tym, że wiążą się z pracą w weekendy i wieczorami, gdy przedstawiciele wielu innych profesji mają wolne. Równocześnie w zawodzie kucharza czy cukiernika łatwo o pewną, dobrze płatną pracę, której nie zapewni świadectwo ogólniaka. Świadectwo szkoły branżowej czy technikum umożliwia dobry start w dorosłość, pomaga szybko się usamodzielnić. Trzeba jak najwięcej o tym mówić, zmieniając negatywne stereotypy związane ze szkolnictwem zawodowym.

Jak do tego przekonać uczniów i rodziców?

– Tworząc konkretną, atrakcyjną ofertę opartą na programach unijnych i innowacjach pedagogicznych. Pamiętajmy, że kandydaci do szkół zawodowych dość często pochodzą z niezamożnych rodzin, których nie stać na opłacenie dziecku korepetycji czy zagranicznego wyjazdu. Szkoła, która oferuje takie rzeczy za darmo, otwiera przed nimi nowe perspektywy. Taką szkołę chętnie się wybiera, dlatego ZS nr 7 nigdy nie miał problemów z naborem. Zawsze zgłaszało się do nas więcej kandydatów, niż się spodziewaliśmy. Dopiero w zeszłym roku nabór był mniejszy, ale przyczyny tego upatruję w niżu demograficznym. Naszymi najlepszymi ambasadorami są nasi absolwenci. Widzimy, jak w czasie nauki zmieniają się z nieśmiałych, niepewnych siebie młodych ludzi w radzących sobie za granicą, sprawnie posługujących się obcym językiem świadomych Europejczyków. Po powrocie ze staży lepiej radzą sobie też w Polsce. Znają swoją wartość i wierzą w własne umiejętności.

Zmiany na poziomie szkół nie wystarczą. Od stycznia jako członkini Rady Dyrektorów Szkół Zawodowych doradza pani na temat koniecznych zmian systemowych Ministerstwu Edukacji Narodowej.

– Najpilniejsza konieczna zmiana to zacieśnianie współpracy szkół zawodowych z pracodawcami. To już się świetnie udaje, jeśli chodzi o organizację staży i praktyk zawodowych. Pracodawcy chętnie szkolą uczniów, bo w ten sposób przygotowują przyszłe kadry dla swoich zakładów. Ważne jest jednak, by pracodawcy włączali się także w pisanie programów szkolnych, a do tego nieco trudniej ich zachęcić, bo przedsiębiorcy przede wszystkim są praktykami, zajętymi rozwijaniem własnego biznesu. Przeważnie nie mają czasu na spisywanie dla nas swoich wniosków, ale za to chętnie rozmawiają o nich z nami. Organizujemy więc spotkania z przedstawicielami biznesu, dopytujemy ich o oczekiwania względem uczniów i przyszłych pracowników. Zebrane w ten sposób materiały posłużą za bazę do opracowania nowoczesnych programów do szkół branżowych.
Źródło: Gazeta Wyborcza, rozmawiała Magdalena Warchala,
2 listopad 2018