Do Krakowa, nie tylko polskiej, ale i europejskiej stolicy usług wspólnych, zjeżdżają kolejne międzynarodowe korporacje poszukujące pracowników. Nie szukają papierów magistra, ale konkretnych umiejętności i chęci do pracy. W zamian dają nie tylko wysokie zarobki.

Ada Chojnowska

Każdy dzień w krakowskiej branży usług wspólnych to 20 nowych miejsc pracy. I tak już od kilku lat. Mimo złowróżbnych przepowiedni, końca rozwoju sektora wciąż nie widać. Pozycja Krakowa w rankingu najlepszych miejsc do lokowania biznesu wciąż rośnie (obecnie to już szóste na miejsce na świecie, pierwsze w całej Europie), do miasta zjeżdżają kolejne firmy, rozwijają się te już istniejące i tak w branży pracuje dziś już ponad 80 tysięcy osób. Na początku przyszłego roku ma to być już 91 tysięcy!

Wniosek jest jasny: ten biznes potrzebuje ludzi. Kogo? Choć wiele zależy od specyfiki danej firmy, zatrudnienie może tam znaleźć nie tylko magister ekonomii lub informatyki. Zakres obowiązków jest bardzo zróżnicowany, nie są to już czasy wklepywania faktur do Excela i podstawowej księgowości, a centra obsługują bardziej skomplikowane procesy, często bezpośrednio pracując nad rozwojem zaawansowanych technologicznie produktów, zwłaszcza w branży IT. Tam można też liczyć na największe zarobki.

A te są i tak wysokie – już kilka lat temu płace w branży były średnio wyższe o 700 dolarów niż w innych prywatnych przedsiębiorstwach. Wbrew bowiem wielu opiniom, międzynarodowe korporacje lokalizują swoje centra w Polsce nie tylko ze względu na niskie koszty pracy.

Cztery kierunki? Praktyka!

– Wiele przedsiębiorstw ceni sobie możliwość skorzystania z zewnętrznego wsparcia, nie tyle z chęci redukowania kosztów, co w poszukiwaniu wysokiej jakości usług. By móc sprostać tym oczekiwaniom, musimy mieć doskonałych ekspertów. Właściwie nie tyle musimy mieć, co już ich mamy – mówi Piotr Bucki, autor podcastów „Biznes w IT”.

Kto może być takim ekspertem? W zależności od firmy, praktycznie każdy. Wielkie korporacje od lat większą uwagę niż do papierków poświadczających liczbę ukończonych fakultetów, przykładają do praktycznych umiejętności kandydata. I tak zamiast osoby, która ukończyła z wyróżnieniem cztery kierunki studiów, przyda im się ktoś, kto liznął już praktyki w zawodzie, pozostaje go jedynie przeszkolić do specyfiki danej firmy.

Ponieważ w Krakowie swoje centra lokują firmy z rozmaitych branż, zatrudnienie powinien w nich znaleźć i mechatronik, i elektryk, i uczniowie mający do czynienia z robotyką i automatyką, ochroną środowiska, ekonomią, mechaniką, informatyką czy energetyką. A więc spora część absolwentów szkół zawodowych. Szczególnie jeśli chodzi o centra R&D (badawczo-rozwojowe), gdzie specjaliści zajmują się rozwojem samego produktu.

Fot. Tomasz Stanczak / Agencja Gazeta

Zarobki i benefity

Jak zwracają uwagę eksperci, wraz ze wzrastającą liczbą stanowisk do obsadzenia obserwujemy stopniowe przekształcanie branży z rynku pracodawcy w rynek pracownika. Cały czas rosną więc nie tylko zarobki, ale i polepszają się warunki zatrudnienia. Wzorem swoich amerykańskich siedzib, większość firm dba o odpowiedni tzw. work-life balance, komfort i możliwość odpoczynku w miejscu pracy, a także oferuje wiele benefitów, począwszy od karnetów na siłownię i do kina, po najlepsze pakiety prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego.

Jednym z największych plusów, szczególnie jeśli patrzymy na swoją karierę perspektywicznie, są możliwości korzystania ze szkoleń, dokształcania i wyjazdów zagranicznych. Wszystko opłacane jest zwykle przez pracodawcę, a może się przydać nie tylko na obecnie zajmowanym stanowisku, ale przy poszukiwaniu pracy w innych firmach.

Szczególnie opłaca się nauka języków – znajomość nietypowego języka może nawet zaważyć na zatrudnieniu nad kandydatem ze znacznie wyższymi kwalifikacjami.

Rośnie branża – rosną potrzeby

Osiedlające się w Krakowie wielkie korporacje oznaczają jednak możliwości zatrudnienia nie tylko bezpośredniego. Za ich rozwojem idzie także rozwój miasta – pracownik musi przecież do pracy dojechać, gdzieś mieszkać, korzystać z usług, a sama firma też musi mieć dla siebie odpowiednią przestrzeń. Nic więc dziwnego, że wraz z branżą rozwija się miejska infrastruktura. Buduje się i remontuje kolejne ulice, skrzyżowania, tory tramwajowe, w górę rosną też kolejne budynki mieszkalne i biurowce.

Tych ostatnich Kraków ma w Polsce najwięcej, nie licząc oczywiście Warszawy. Dostępna w Krakowie przestrzeń biurowa przekroczyła w zeszłym roku magiczną liczbę 1 miliona metrów kwadratowych i wciąż rośnie. Nic dziwnego – w mieście wciąż osiedlać się chcą kolejne firmy, rozrastają się też te już istniejące. Wszystkie potrzebują miejsca i odpowiednich inwestycji transportowych.

By ten rozwój dalej postępował, potrzebne jest jedno – ręce do pracy. A z tym w Polsce coraz trudniej. Już w zeszłym roku eksperci mówili o tym, że na polskich budowach brakuje 100-150 tys. pracowników, zarówno tych do najprostszych zadań, jak i specjalistów na wyższych stanowiskach.

Popyt na zawodowca wyższy niż podaż

Z deficytami pracowników budowlanych musi sobie radzić także Małopolska i Kraków. Jak pokazują wyniki badania „Barometr Zawodów 2018” problemy ze znalezieniem pracowników dotykają przede wszystkich branżę budowlaną, transportowo-spedycyjną, gastronomiczną oraz przetwórczą. A więc branże, w których kształcą właśnie szkoły zawodowe.

– Na trudności ze znalezieniem pracowników mają wpływ m.in. trudne warunki pracy, konieczność dojazdów do miejsca pracy, brak umiejętności wymaganych przez pracodawców, niewystarczające doświadczenie zawodowe, utrata kwalifikacji, czy też przerwa w kształceniu w niektórych zawodach – mówi Jacek Pająk, dyrektor wojewódzkiego urzędu pracy w Krakowie.

– Branża budowlana i usługi już od 2016 r. borykają się z problem zatrudnienia wykwalifikowanych pracowników. Widać to bardzo na przykładzie budownictwa drogowego, kolejowego czy tramwajowego dla stanowisk kierowniczych, takich jak dyrektor kontraktu, kierownik budowy, czy kierownik robót trakcyjnych w sektorze kolejowym – dodaje Paweł Żywiec z firmy doradztwa personalnego HRK S.A. – Równie ciężko jest firmom zatrudnić pracowników na stanowiska proste tj. murarzy, cieśli, brukarzy czy glazurników.

Tu, podobnie jak w samym outsourcingu, za brakiem pracowników idą lepsze warunki zatrudnienia. – Większy popyt niż podaż spowodował, że wynagrodzenia w branży budowlanej stale rosną – mówi ekspert. I dodaje, że obecnie kierownik budowy przy dużych kontraktach drogowych może liczyć na pensję w przedziale 16 000-23 000 zł brutto, z kolei kierownik kontraktu w przedziale 25 000-35 000 zł brutto. Do pozycji kierownika oczywiście długa droga, jedno jest jednak pewne – zawodowcy są na rynku potrzebni.

Źródło: Gazeta Wyborcza 14 marca 2019