Przyszłość zawodowców wygląda w ten sposób, że już w szkole mogą wybierać między pracodawcami. Dzięki temu młodzi ludzie w pracy robią to, co lubią. Jak Krzysztof.

Michał Frąk

– Zawsze lubiłem majsterkować. Jak w domu było coś do naprawienia, to byłem pierwszy. Im więcej rozkręcania, tym lepiej. W gimnazjum brałem się już za sprzęty elektroniczne, choć wtedy więcej psułem, niż naprawiałem – wspomina Krzysztof, serwisant w firmie Jungheinrich.

Jungheinrich to dostawca innowacyjnych i kompleksowych rozwiązań intralogistycznych dla sektora logistyki wewnątrzmagazynowej. Firma szybko rozwija się w Polsce i chętnie przyjmuje do pracy młodych, dobrze wykształconych techników.

A Krzysztof po gimnazjum właśnie wybrał technikum. Jak mówi, nie zastanawiał się długo, bo do przedmiotów technicznych ciągnęło go dużo bardziej niż do ogólnych. Martwił się tylko, jak tam będzie. Od starszych nasłuchał się, że szkoły zawodowe są zacofane i mają stary sprzęt. Rzeczywistość była zupełnie inna.

– Moje technikum współpracowało z kilkoma dużymi firmami. Jedna z nich na przykład całkowicie wyposażyła laboratorium do nauki pneumatyki. Były nowe komputery w sali informatycznej. Mieliśmy nowoczesne programy do projektowania. W innych pracowniach sprzęt też był w miarę nowy. Byłem pozytywnie zaskoczony – opowiada Krzysztof.

Zajęcia praktyczne, na które uczęszczał Krzysztof odbywały się nie tylko w szkole. Klasa jeździła również do Centrum Kształcenia Ustawicznego, które dysponuje bardzo nowoczesnym i drogim sprzętem. To na przykład obrabiarki sterowane numerycznie cnc, których obsługa jest umiejętnością mocno poszukiwaną przez pracodawców. Problem polega na tym, że urządzenia te są bardzo drogie. Szkół nie stać na takie wyposażenie. W tych przypadkach z pomocą przychodzi Centrum Kształcenia Ustawicznego, gdzie z infrastruktury mogą korzystać uczniowie wielu placówek.

Krzysztof wybrał klasę mechatroniczną.

– Mechatronik musi znać się po trochu na wszystkim. Jest mechanikiem, automatykiem, elektronikiem i pneumatykiem. Podoba mi się taka wszechstronność – przyznaje Krzysztof.

Jak zaznacza, wybór technikum nie był przypadkowy również z powodu możliwości podjęcia pracy po szkole.

– Wiedziałem, że firmy chętnie zatrudniają mechatroników. Dlatego ze znalezieniem pracy nie miałem żadnych problemów – dodaje.

Pierwszym krokiem do zatrudnienia, gdy jest się w technikum, są praktyki. Są one obowiązkowe, ale ze szukaniem firmy, która przyjmie na praktykę, nie ma dzisiaj problemu. To pierwsze zderzenie młodego technika z rzeczywistością. Czasem bywa bolesne, ale nie wtedy, gdy wybierze się dobrą szkołę.

– Na praktykach miałem okazję wykorzystać wiedzę, którą zdobywałem w szkole. Okazało się, że sprzęt, na którym mam pracować, jest bardzo podobny do tego z naszej sali. Szybko wdrożyłem się w obowiązki – opowiada Krzysztof.

Po praktykach przyszedł czas na szukanie pracodawcy. Bardzo częstym scenariuszem jest to, że uczniowie zostają w miejscu, gdzie odbywali praktyki. Ale w przypadku Krzysztofa było inaczej.

– Poszedłem do naszej pani dyrektor. Powiedziałem, że chciałbym się rozejrzeć szerzej i nie ograniczać do firmy, w której byłem na praktykach. Skontaktowała mnie z kilkoma pracodawcami, z którymi współpracuje szkoła. O każdym trochę poczytałem, z częścią się spotkałem. Pytałem też kolegów, którzy byli w nich na praktykach. W końcu wybrałem Jungheinrich – opowiada.

Krzysztof w firmie jest serwisantem. To bardzo odpowiedzialna funkcja, bo wózki widłowe potrafią być niezwykle skomplikowane. Te najbardziej zaawansowane technicznie obsługują pracownicy z kilkunastoletnim doświadczeniem.

– Wózki te potrafią zupełnie samodzielnie poruszać się po zakładzie. Mogą bezobsługowo przenosić palety z miejsca na miejsce. Żeby je naprawić, trzeba mieć ogromną wiedzę i doświadczenie. Trzeba być nie tylko mechanikiem, czy automatykiem, ale nawet informatykiem.

Zdaniem Krzysztofa, prędzej czy później, autonomiczne wózki widłowe całkowicie wyprą te obsługiwane przez człowieka.

– Warto uczyć się ich naprawy, bo specjalistów, którzy potrafią to robić, potrzeba będzie coraz więcej – uważa Krzysztof.

Źródło: Gazeta Wyborcza 1 kwietnia 2019 r.