Nie ma ludzi z niższym wykształceniem. Są ludzie wykształceni humanistycznie, inżyniersko i funkcjonalnie – mówi Ingrid van Engelshoven, holenderska minister edukacji. Niestety, tych ostatnich w Polsce przez lata nie docenialiśmy i teraz odczuwamy ich brak na rynku pracy.

W Holandii rok szkolny zawsze otwiera król – za każdym razem na innym uniwersytecie. W tym roku Wilhelm Aleksander po raz pierwszy nie zaszczycił jednak swą obecnością studentów uczelni wyższej lecz uczniów technikum. Skupienie się na kształceniu kompetencji to bowiem nowe zadanie wyznaczone dla holenderskiej edukacji.

Na Zachodzie już dostrzeżono, że społeczeństwa do rozwoju potrzebują nie tylko magistrów socjologii i politologii czy zdolnych inżynierów, ale także budowlańców, fryzjerów czy kucharzy. Niestety, w Polsce szkoły zawodowe wciąż uważane są za szkoły gorszego wyboru. Takie stereotypy są szkodliwe z dwóch powodów. Po pierwsze, słabsi uczniowie, namówieni na naukę w ogólniakach, mogą mieć problem ze zdaniem matury. Po szkole zostaną bez zawodu i będą musieli się doszkalać na płatnych kursach czy w szkołach policealnych. Po drugie, na rynku przybywa magistrów zarządzania i marketingu, pedagogiki czy politologii, którzy nie potrafią znaleźć pracy zgodnej z wykształceniem. Ze świecą szukać natomiast szewców, krawców czy ślusarzy. – Zasadnicze szkoły zawodowe, a teraz branżówki, kojarzą się z gorszą jakością kształcenia. Rodzice wolą posłać dziecko do liceum, a potem na studia. Jednak szkoły zawodowe nie są szkołami gorszego wyboru. Świadectwo szkoły branżowej czy technikum umożliwia dobry start w dorosłość, pomaga szybko się usamodzielnić. Nie zamyka drogi do dalszego kształcenia. Trzeba jak najwięcej o tym mówić, zmieniając negatywne stereotypy związane ze szkolnictwem zawodowym – mówi Joanna Żebrowska, dyrektorka Zespołu Szkół nr 7 w Tychach, laureatka tytułu najlepszej nauczycielki przedmiotów zawodowych w Europie w konkursie VET Excellence Awards 2018.

Na staż na Cypr lub na Majorkę

Jej zdaniem młodych ludzi, a przede wszystkim ich rodziców, do wyboru szkół zawodowych można przekonać tylko konkretną, atrakcyjną ofertą opartą na programach unijnych i innowacjach pedagogicznych. Ona sama w ramach programu Erasmus+ pozyskała już na zagraniczne staże dla młodzieży ponad milion euro. Dzięki tym pieniądzom na czterotygodniowe staże w hotelach, restauracjach i kawiarniach wyjechało 300 uczniów. Byli na Teneryfie, Cyprze, Majorce, Malcie, w Portugalii, we Włoszech, w Niemczech i Norwegii. Drugą chlubą Żebrowskiej jest współautorska innowacja pedagogiczna – anglojęzyczne klasy cukiernicze. Gdy uczniowie przygotowują wypieki, ona nadzoruję ich od strony technologicznej, a anglistka zadaje im po angielsku pytania i prosi, by opisywali wykonywane przez siebie czynności oraz surowce i sprzęty, z których korzystają. – W ten sposób uczniowie utrwalają branżowe słownictwo i uczą się używać języka obcego nie przy tablicy w klasie, w warunkach pełnego skupienia, ale w toku pracy, gdy równocześnie muszą dozować składniki, mieszać je czy dekorować wypieki. Przecież jeśli wyjadą do pracy za granicę, będą musieli sobie z tym poradzić – mówi Żebrowska.

Podkreśla, że kandydaci do szkół zawodowych dość często pochodzą z niezamożnych rodzin, których nie stać na opłacenie dziecku korepetycji czy zagranicznego wyjazdu. – Szkoła, która oferuje takie rzeczy za darmo, otwiera przed nimi nowe perspektywy – mówi dyrektorka.

Podkreśla, że młodzież i otaczający ją świat stale się zmieniają, a za tymi zmianami powinny nadążyć szkoły zawodowe. – Dawniej wystarczyły warsztaty z pieczenia tortów, ciast i robienia deserów, by młodzież chciała przychodzić na zajęcia nawet w wolne soboty. Teraz trzeba byłoby bardziej pogłówkować nad tym, jak przyciągnąć jej uwagę. Może zajęcia z grafiki komputerowej i przygotowywania nadruków na opłatki do dekoracji tortów byłoby czymś ciekawym? – zastanawia się Żebrowska.

Stypendium za niewagarowanie

Do zawodów przyszłości należą nie tylko te związane z usługami, ale również z przemysłem. Duże zakłady przemysłowe mają bowiem coraz większe problemy ze znalezieniem fachowców. W branży górniczej, po odejściu na emerytury znacznej części doświadczonych pracowników, brakuje młodych, którzy mogą ich zastąpić. – W sektorze węgla kamiennego pojawiła się luka pokoleniowa, bo o branży mówiło się w ostatnim czasie bardzo źle. Teraz branża wstaje z kolan i potrzebuje nowych kadr – podkreślał wielokrotnie Grzegorz Tobiszowski, wiceminister energii.

Spółki węglowe już od kilkunastu lat reaktywują zatem klasy górnicze. Ponieważ zainteresowanie nimi jest średnie, Jastrzębska Spółka Węglowa od tego roku szkolnego postanowiła fundować uczniom stypendium w wysokości 250 zł brutto miesięcznie. Wypłaca je młodym ludziom kształcącym się w szkołach, z którymi spółka zawarła porozumienia (w Pawłowicach, Knurowie, Czerwionce-Leszczynach, Ornontowicach i Jastrzębiu-Zdroju). Aby otrzymać premię, wystarczy nie wagarować – wypłacana jest ona bowiem uczniom, którzy w danym miesiącu nie mieli nieusprawiedliwionej nieobecności. Prymusi premiowani są dodatkowo. Na zakończenie roku szkolnego spółka przyzna nagrodę specjalną trzem najlepszym uczniom klas górniczych z każdej szkoły objętej porozumieniem. Otrzymają oni odpowiednio 1,5 tys. zł, 1 tys. zł oraz 800 zł brutto.

W Szwajcarii ludzie z maturą to mniejszość

Na podobne kroki decydują się też inne przedsiębiorstwa. Adient, jeden z największych na świecie producentów foteli samochodowych, w czerwcu otworzył w Siemianowicach Śląskich drugą fabrykę (nieopodal działającego od lat starszego zakładu). W związku z tym zwiększyło się zapotrzebowanie koncernu na pracowników. Tych właśnie firma postanowiła wykształcić sobie w klasie patronackiej, która uruchomiona została w Zespole Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych, trzy miesiące po otwarciu nowej fabryki. Każdy z jej uczniów dostaje co miesiąc 100 zł kieszonkowego, a trzech najlepszych uczniów miesiąca otrzymuje stypendium w wysokości 350 zł. Młodzi ludzie, którzy udowodnią, że są dobrymi pracownikami, zostaną po ukończeniu nauki zatrudnieni na etacie. Będą do tego dobrze przygotowani, bo kształcenie w klasie patronackiej odbywa się w systemie dualnym – czyli częściowo w szkole, a częściowo w zakładzie pracy.

Za wzór posłużył tu niemiecki model kształcenia, który jest jednym z najlepszych w Europie. Zakłada on, że dwie trzecie nauki odbywa się w zakładzie pracy, a tylko jedną trzecią w szkole. Teoria, którą przekazuje się w szkole, jest tylko uzupełnieniem praktycznej nauki zawodu, finansowanej przez przedsiębiorców. Niemieccy przedsiębiorcy włączają się też w przygotowanie programów nauczania, dzięki czemu mają pewność, że uczniowie będą dobrze przygotowani do zawodu.

Z kolei w Szwajcarii, której szkolnictwo zawodowe dorównuje poziomem niemieckiemu, warunkiem przyjęcia ucznia do szkoły zawodowej jest zawarcie przez niego umowy z pracodawcą na udział w zajęciach praktycznych. Według dualnego systemu uczeń przez jeden-dwa dni uczy się w szkole, a kolejne trzy-cztery dni spędza w zakładzie pracy. Taki system sprawia, że szwajcarscy fachowcy są bardzo dobrze wykwalifikowani, a klasa robotnicza jest w tym kraju dominująca. Maturę uzyskuje tutaj jedynie 40 proc. absolwentów.

Magdalena Warchala